Zapraszamy wszystkich nowych i obecnych użytkowników do logowania się na nowe forum
http://forum.chevroletteampoland.com/


Znalezionych wyników: 2
Forum Chevrolet Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Cruze Transport mode
yaro

Odpowiedzi: 25
Wyświetleń: 7822

PostForum: Elektronika i Elektryka   Wysłany: 2011-12-06, 15:26   Temat: Cruze transport mode tryb transportowy
Witajcie moi Drodzy.
Lato tego roku w naszym pięknym kraju jakie było, każdy wie. Część urlopu miałem przyjemność spędzić w górach. Samochód stał przez kilka dni nieruszany pod chmurką. Sporo było burz, więc kiedy wsiadłem i zobaczyłem świecącą się lampkę układu hamulcowego i brak zasilania radia pomyślałem, że może jakieś namagnetyzowanie w związku z wyładowaniami. Próbowałem kilka razy włączyć-wyłączyć zasilanie i nic. Jedyny efekt to to, że zaczęły się włączać światła
awaryjne. Zupełnie bez powodu. Ponieważ w instrukcji znalazłem,że tego typu kłopoty z zasilaniem mogą wpływać na wspomaganie układu hamulcowego więc nie ryzykowałem jazdy. Zadzwoniłem do centrali mojego ubezpieczyciela Car Assistance. Wyjaśniłem o co chodzi. Po godzinie oddzwoniła do mnie ekipa z pytaniem, czy mogą już przyjeżdżać po samochód. Była to niedziela, więc umówiłem się na popołudnie, bo nie chciałem tracić akurat słonecznego dnia. Punktualnie o 18 przyjechali z Nowego Targu, czyli jakieś 70 km, zabrali moje autko na lawetę i zawieźli do autoryzowanego serwisu w tym mieście.
Zakres naprawy - wyładowania wprowadziły system w tryb transportowy. Wgrali nowy soft. Okazało się, że mimo przeglądu i kilku wizyt w ASO, nie wymieniono
tego softu na użytkowy. Jeżeli nie macie pewności, czy u was jest to zrobione, to przy najbliższej wizycie zainteresujcie się tym.
Warto!...:) Oczywiście
diagnozę podaję na podstawie informacji uzyskanej przy odbiorze.
  Temat: 2.0LS+150KM 27 tys.- Nowa akcja serwisowa i inne przypadki..
yaro

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 2539

PostForum: Mechanika   Wysłany: 2011-12-03, 12:03   Temat: 2.0LS+150KM 27 tys.- Nowa akcja serwisowa i inne przypadki..
Witam. Oto kilka moich doświadczeń z samochodem, z którego jestem strasznie zadowolony. Zwłaszcza spalanie, moc i przyspieszenie... :)))) No i wygląd... No
i wszystko inne... :))) Krótko...jest piękny....:)))) A, że coś się z nim dzieje od czasu do czas... hmmmm... To chyba normalne w erze ekologii,
oszczędności materiałowych i nie do końca sprawdzonych nowoczesnych technologii.
Może te doświadczenia komuś pomogą lub uspokoją, coś wyjaśnią lub zaniepokoją... Na pewno nie zostaniecie obojętni...;)

Przypadek 1 jeszcze gorący!!!
30 listopada 2011 otrzymałem pismo zapraszające mnie do serwisu ponieważ
"/.../ Producent wykrył, że w niektórych samochodach Cruze rok modelowy 2010 może dojść do wycieku paliwa z przewodu paliwowego./.../" trochę byłem zaskoczony, ponieważ kiedyś akcja dotyczyła tylko modelu bodaj 1,8, a w moim wypadku to 150-konny diesel z 2009 roku. 1 grudnia 2011 wymienili przewody paliwowe. Czas: materiały już były. Samochód w warsztacie od 10 do 16. Oczywiście nic nie zapłaciłem. Różnicy żadnej nie poczułem. I dobrze.... uffff. Zobaczymy co dalej?

Przypadek 2. Wrzesień 2011. Brrrrrr.....
Przy obrotach w zakresie 3-3,5 tysiąca z okolic turbiny (tak mi się wydawało) dochodził dość głośny dźwięk przypominający odgłos rozsuwanego metalowego
suwaka w namiocie. Zamknijcie oczy i sobie wyobraźcie. Wyprzedanie, gaz, skok i naraz ziiiiiiiii.... Noga z gazu i spokój. Nerwy zostawały niestety
poszarpane. Nie wiem co byłoby dalej poza tym zakresem, bowiem dźwięk był na tyle intensywny i "ostrzegawczy", że noga sama uciekała z gazu...;) Objaw
zauważyłem w górach podczas wyprzedzania na 3-cim biegu. Sądziłem, że to może coś z tarczą sprzęgła lub turbiną, zwłaszcza, że kiedy na postoju wchodziłem na te 3tys. obrotów niczego nie słyszałem. No i jak to wytłumaczyć fachowcom z serwisu... :/ Kiedy podjechałem na umówioną wizytę, miałem wrażenie, że bacznie mi się szef zmiany przygląda... ;) Usłyszałem... sprawdzimy i zadzwonimy. No to du...pa blada - taki wniosek mi się nasunął. Na pytanie ile będą sprawdzać usłyszałem...Do skutku! Rozumiecie!!! DO SKUTKU. Odżyła nadzieja...:) Po kilku godzinach z dudnieniem serca odebrałem telefon, wszak przecież dokonywała się poważna operacja na moim ukochanym dziecięciu...:) Zastanawiałem się co.... jeżdżę raczej spokojnie, ale może turbina padła, i jest do
wymiany, ...Skrzynia, .Sprzęgło... Do głowy przychodziły mi wszystkie kosztowne awarie i boje jakie będę za chwilę toczył. Odebrałem telefon gotowy do
walki... Usłyszałem... Zapraszamy po odbiór. Usterka usunięta... W czasie odbioru, bardzo miły Pan poinformował mnie, że trochę się naszukali i nadłubali,
ale znaleźli poluzowaną szpilkę (nie jestem pewien czy dobrze cytuję) w okolicach filtra cząstek stałych...:/ No... popatrzyłem z niedowierzaniem, bo
mnie się rozsypywał prawie samochód, a tu jakaś szpilka... Mimo wszystko zadowolony, choć z kolosalnymi obawami zasiadłem w moim bolidzie.... i... jak ręką odjął. Mało tego, mam wrażenie, że jakby samochód stał się dynamiczniejszy, a turbo dziura zdecydowanie mniejsza. Poważnie. Może dokręcenie uszczelniło jakiś układ czy coś.... a może to ze szczęścia... ;) Faktem jest, że mogę bez psychicznych katuszy wkręcać się w te 3,5 tysiąca i nawet dalej.... Echhh.... :)))) ). I nic mi nie majdrowali przy silniku.... :)))) ) I nic mnie to nie kosztowało :)))) )))))))))))). Uwierzycie, w ASO Żoliborz dłubali, znaleźli i chciało im się.
Dziękuję!

Przypadek 3. Lipiec 2011.
Lato tego roku w naszym pięknym kraju jakie było, każdy wie. Część urlopu miałem przyjemność spędzić w górach. Samochód stał przez kilka dni nieruszany pod chmurką. Sporo było burz, więc kiedy wsiadłem i zobaczyłem świecącą się lampkę układu hamulcowego i brak zasilania radia pomyślałem, że może jakieś namagnetyzowanie w związku z wyładowaniami. Próbowałem kilka razy włączyć-wyłączyć zasilanie i nic. Jedyny efekt to to, że zaczęły się włączać światła
awaryjne. Zupełnie bez powodu. Ponieważ w instrukcji znalazłem,że tego typu kłopoty z zasilaniem mogą wpływać na wspomaganie układu hamulcowego więc nie ryzykowałem jazdy. Zadzwoniłem do centrali mojego ubezpieczyciela Car Assistance. Wyjaśniłem o co chodzi. Po godzinie oddzwoniła do mnie ekipa z pytaniem, czy mogą już przyjeżdżać po samochód. Była to niedziela, więc umówiłem się na popołudnie, bo nie chciałem tracić akurat słonecznego dnia. Punktualnie o 18 przyjechali z Nowego Targu, czyli jakieś 70 km, zabrali moje autko na lawetę i zawieźli do autoryzowanego serwisu w tym mieście.
Zakres naprawy - wyładowania wprowadziły system w tryb transportowy. Wgrali nowy soft. Okazało się, że mimo przeglądu i kilku wizyt w ASO, nie wymieniono
tego softu na użytkowy. Jeżeli nie macie pewności, czy u was jest to zrobione, to przy najbliższej wizycie zainteresujcie się tym. Warto!...:) Oczywiście
diagnozę podaję na podstawie informacji uzyskanej przy odbiorze.

Ponieważ trochę to długie i nie chcę nikogo zanudzać - o wyeliminowaniu denerwujących stuków w zawieszeniu (jakże często temat gości tu na forum), procedurze wymiany przedniej szyby (ze zdjęciem uszkodzenia - serce pęka, gdy się patrzy na tak piękną, zdewastowaną szybę...;)) i oczywiście styczniku klapy bagażnika...w następnym wejściu...:)
Dzięki i pozdrawiam :)

Przypadek 4 grudzień 2011.
Przy okazji wymiany przewodów paliwowych i poświęceniu czasu, by, odstawić samochód, postanowiłem skorzystać z okazji i zgłosiłem nienaturalne metaliczne odgłosy, dzwonienie/stuki? z tyłu pojazdu, z prawej strony. Wydaje mi się, w okolicach prawego koła. Jechałem niedawno do Lublina i to właśnie na fajnej drodze wzdłuż Wisły, takie odgłosy umilały mi drogę. Zauważyłem, że odgłos nasila się, po przejechaniu jakiegoś dystansy, czyli wygląda jakby jakaś część się rozgrzewała i tłukła o coś ;) Nie jestem technikiem, więc trudno mi precyzyjnie zdiagnozować miejsce i przyczynę. Zresztą nie jest to chyba takie proste, bowiem nie tylko ja w tej kwestii nie jestem orłem, ale również nawet wyszkoleni i biorący kasę zawodowcy z autoryzowanej stacji przy Modlińskiej. Przy odbiorze usłyszałem, że nic się nie dzieje. Uczulono mnie jednak, abym pilnie! obserwował przez 1000 km. Jeżeli sytuacja miałaby się powtórzyć, mam się do nich zgłosić. Znajome stukanie/dzwonienie usłyszałem praktycznie kilkaset metrów po wyjeździe za bramę. Czy mam prawo czuć się olanym klientem, który nie wierzy, żeby ktokolwiek choćby przejechał się samochodem. Czy sprzyja to budowaniu zaufania do marki? Choć przepraszam, konsekwentna akcja serwisowa działa na mały plus...

Przypadek 5 kwiecień 2011.
Od ASO przy Modlińskiej otrzymałem wezwanie na akcję serwisową jakiś przewodów zasilających poduszki. Przy okazji poprosiłem o sprawdzenie i ewentualne wyeliminowanie stuków w zawieszeniu. Objaw był taki, jak wszyscy pewnie znacie ;) Wkurzało mnie to strasznie, zwłaszcza przy niskiej prędkości 40-50 km. Wtedy słychać było, jak coś dudni na nierównościach. Fachowcy tej stacji nic nie stwierdzili. Usłyszałem, że to wina twardego zawieszenia i tyle. Zresztą ta diagnoza, niestety dość często pojawia się tu na forum :/ Nikt jednak nawet nie pofatygował się, żeby zapakować mnie do samochodu i posłuchać moich rozterek w czasie jazdy po wertepach, których w okolicach Modlińskiej niestety przybywa z każdym dniem. Nie leży to widać w zwyczaju tej stacji ASO. Stuki dalej mnie zwyczajnie irytowały, więc pojechałem do ASO wymienionego w poprzednim wejściu :) Była i jazda po wertepach, była rozmowa i była chęć udzielenia pomocy. Diagnoza - wymiana amortyzatorów. Trochę byłem zaskoczony procedurą i politykę prowadzoną przez Chevroleta. Otóż żeby wymienić na gwarancji np. amortyzatory, serwis musi mieć zgodę centrali...:/ Znaczyło to w moim wypadku ni mniej, ni więc tylko tyle, że nie miałem co się cieszyć. Musiałem czekać na zgodę i później na sprowadzenie części. Zdziwiony byłem dlatego, bo co by było w sytuacji, gdy serwis diagnozuje usterkę i zaleca wymianę, a centrala nie zgadza się...Hmmmm???? Na szczęście dla mnie nie musiałem sprawdzać, kto w takiej sytuacji byłby jedynym poszkodowanym. Po bodaj 3. tygodniach, dostałem telefoniczne zaproszenie. Tak naprawdę to nie wiem, jaki zakres obejmowała naprawa, więc Krucyfiks niestety nic ci pewnie nie pomogę. Jednak po wymianie przednich amortyzatorów mam rzeczywiście spokój z denerwującymi stukami przy małej prędkości. U mnie to pomogło. Sprawdziłem, amortyzatory i poduszki po wyminie były nowe.
Jaki jest z tej opowieści morał. Otóż przeciętny posiadacz wspaniałego Cruza :) i pewnie nie tylko, kiedy zaczyna go coś niepokoić musi uzbroić się w spokój i anielską cierpliwość.
Może bowiem zetknąć się:
- z typowym syndromem PETENTA, kiedy stacji wcale nie zależy na jego zadowoleniu i satysfakcji (patrz działania ASO przy Modlińskiej w Warszawie). Trochę ich rozumiem, no bo i w imię czego mają przechodzić jakieś procedury i zawracać sobie głowę. I to za jakąś wirtualną kasę! Nie da się! Spokój i samozadowolenie to przecież cenna sprawa! Trzeba zemleć przekleństwo w ustach, wygospodarować czas i iść szukać pomocy gdzie indziej, olewając w przyszłości olewacza!
- z sytuacją, gdy ASO chce robić to od czego jest, czyli produkować zadowolonych obywateli jeżących konkretną marką, ale wewnętrzne procedury i relacje serwis-producent powodują, że klient i tak najpierw głowi się jak opisać dźwięk usterki (ziiiiiiii przedniojęzykowe, czy może gardłowe grzyyyyyy....), by w pełni uwiarygodnić siebie i opisać kłopot. W tym przypadku do Klienta, który jest między młotem, a kowadłem dołącza też serwis. Nie może się narazić producentowi zbytnią postawą prokonsumencką, z drugiej uczciwość i w przeciwieństwie do innych, zawodowy honor nie pozwala na olewanie! Efekt tej sytuacji taki jak opisałem. Do końca chłopie nie możesz być pewien, czy zrobią ci to, czy nie...:) Choć przepraszam, jest miło i z uśmiechem czasami rozkładają bezradnie ręce. Taaaa... ten uśmiech też się liczy...:)
- z sytuacją, gdy dzwonię, mówię co mnie niepokoi bez wygibasów i plucia w słuchawkę. Umawiam się na termin, odbieram samochód i ze zdziwieniem stwierdzam, że nie jestem histerykiem, nie mam omamów słuchowych i nie jestem kutwą, złodziejem i naciągaczem, który wszelkimi sposobami marnując swój czas, chce naciągnąć na nowe części, darmową naprawę lub co gorsza wyegzekwować swoje prawa posiadacza samochodu na gwarancji, a samochodzik sprawuje się jak szwajcarski zegarek... Niestety! Do tej pory sytuacja taka mnie nie spotkała...:/ Ale byłem blisko...;)

Przypadek 6 kwiecień 2011
Przy okazji tych amortyzatorów zamówili i wymienili lewy głośnik w drzwiach, który trochę ochrypł był ;)

Przypadek 7 luty 2011.
Samochód zaparkowany na parkingu pod blokiem. Dokładnie jak widać na zdjęciu 2. Strasznie się wkurzyłem, kiedy rano zastałem taki właśnie widok. Ktoś po imprezie "zacierał" ślady i wyrzucił przez okno butelkę po "Żołądkowej gorzkiej". Policja odczytała z resztek szkła :) Niestety nic więcej nie mogła pomóc. Musiałbym złożyć doniesienie do prokuratury, by zechcieli sprawdzić kto balował w bloku. Wezwałem ich dlatego, by z ich protokołem uniknąć ewentualnych niespodzianek ze strony ubezpieczyciela. Wezwałem lawetę (nie wolno prowadzić tak uszkodzonego pojazdu. Tracisz ubezpieczenie!). Na szybę czekałem 9 dni. Stosunkowo prosta była procedura otrzymania samochodu zastępczego.
Koszt ponad 2300 zł. Szyba coś koło 1600 + robocizna. Oczywiście wszystko z ubezpieczenia. Naprawa w ASO na Modlińskiej. Po wymianie szyby niestety mam pewien kłopot. W czasie jazdy pod ostre, zachodzące słońce pojawiają się na wysokości oczu kierującego, dwa półkoliste, długie na jakieś 30 cm szerokie ze 5 cm, brudne (tłuste?) półkola (rozmazania)...:/ Próbowałem to zmyć po obydwu stronach szyby spirytusem, denaturatem, gorącą wodą z płynem do naczyń, szamponem, i... wszystkim co mi przychodziło do głowy. I nic. Bez zadowalających efektów. Na wspomnianej stacji, na pytanie czym mogą to usunąć rozłożyli tylko ręce i to bez uśmiechu.
W sumie to nie wiem, czy na wymienioną szybę obowiązuje jakaś gwarancja. Niestety objawy zauważyłem kilka miesięcy po wymianie, w promieniach letniego słońca.
Może ktoś ma w tej kwestii jakieś doświadczenia i wie czym to usunąć?
A swoją drogą, to miałem szczęście. Bo kilkanaście cm niżej i oberwałaby blacha...:/










Przypadek 8 listopad 2010
Wymiana stycznika w klapie bagażnika. Rutyna...;)

Moją intencją nie jest obrażanie, czy dyskredytowanie kogokolwiek, a jedynie zwrócenie uwagi na nie rozwiązane, acz rozwiązywalne przy dobrej woli, problemy.


Z nadzieją, że nie będę zmuszony do kontynuowanie tego wątku ;) Pozdrawiam
 
Skocz do: